wtorek, 14 kwietnia 2015

Francuski amant

Francuz - doskonaly material na romantycznego adoratora i ognistego kochanka, ale niekoniecznie na meza i glowe rodziny??? Ech, milosci me przemaszerowaly przed moimi oczyma wczorajszego wieczoru, gdy mi na wspomnienia sie zebralo... Jak kochac i szalec, to tylko tu... 



Francuski amant sie do mnie wczoraj odezwal, taki z gatunku dawnych absztyfikantow jeszcze z czasow moich studiow w Lille na polnocy Francji (oj, szalalam ci ja, szalalam, a co!). I tak nam sie na wspominki zebralo, jakbysmy co najmniej u cioci na stypie siedzieli i z rzewnoscia wspominali nieboszczke, jaka z niej dobra kobieta byla. No dobra, nie o cioci my rozmawiali i nie "o starych pistoletach" (jak mawial moj kolega), ale o kompatybilnosci naszej cielesnej i walorach wszelakich plci przeciwnej. 


Dobra, dobra, powiecie. Znow ci jakis lekkoduch i kobieciarz oczy mydli. Tym razem nie ze mna takie numery, prosze ja was. Ja juz za stara i za madra na te spiewki jestem. Po zeszlorocznych ekscesach z doktorkiem z Izraela az wstyd sie teraz wlasnej matce na oczy pokazac. Zona mialam byc, juz mi niesli suknie z welonem i powiezli mnie winda do nieba... ba, juz sie witalam z gaska w ogrodku! A tu dupa blada, bo pan wzial nogi za pas i dal dyla do Kanady... bo sie znow zakochal. A potem sluch po nim zaginal. W koncu zas wynurzyl sie z otchlani internetu tuz przed moimi urodzinami i ni z gruszki, ni z pietruszki zapytal, co tam slychac, i ze juz z powrotem w Hajfie siedzi. I ze mozemy przyjaciolmi zostac. Ze co, wurwa? Niech mu ziemia lekka bedzie. 


Tak sobie mysle, ze skoro wiosna nadejszla wiekopomna, to i absztyfikanci rozni sie pobudzili ze snu zimowego i dalejze zachecac, zeby sie spotkac i ten tego. Pan ladny z Lille z duma roztoczyl urok niczym paw swoj wielobarwny ogon i z wlasciwa samcom determinacja przekonywal, ze nam by tak dobrze razem bylo. Znaczy sie, w lozku. Swego czasu - a bylo to dawno, dawno temu, przed wiekami - nie powiem, pan jak na Francuza przystalo, gest i fantazje mial niemala oraz inne wazne parametry w normie. Ale - jak to w zyciu bywa - love story trwala tyle, co dobranocka w TV, a potem przyszla dluga, dluga zima w Krainie Deszczowcow. I tak sie zakonczyl francuski romans z Francja i Francuzami. 



Krotko mowiac, amanta z Lille widzialam po raz ostatni chyba z szesc lat temu, pare miesiecy przed wyjazdem do Brytfanii. Szesc lat temu to nie wieki, ale ani pan juz nie najmlodszy, ani ja nie dziewoja nadobna. Sama sie nadziwic nie moge, ze nie tylko dwudziestke mam juz dawno za soba, ale i do czterdziestki powoli sie zblizam. No, powoli, powoli, 35 lat to w koncu nie tak zle, nieprawdaz? A pan ladny to juz stary dziad przeciez (40!), choc wyglada lepiej niz osiem lat temu, kiedy sie poznalismy. 


Oczaruje taki kobiete, wokol swego palca okreci, w glowie zamaci, urok rzuci, rozpiesci i rozkocha w sobie, a potem porzuci, serce podepcze i do innej pojdzie, innej w glowie zawroci, inna "ksiezniczka" nazwie... Da capo al fine. Nie wiem, czy to juz pierwszy objaw megalomanii, gdy sie sama siebie zaczyna cytowac (TU kiedys o francuskich amantach bylo), ale tak mi sie samo nasunelo po tej wczorajszej rozmowie.

Bo tak to juz jest z Francuzami: spojrzal, dodal mi urody, a ja wzielam ja jak swoja. Szczesliwa, polknelam gwiazde.*

A co ja na to?

Dzis moge co najwyzej usmiechnac sie i wzruszyc ramionami. 

* W. Szymborska

piątek, 10 kwietnia 2015

Czekajac na Kotota

Rzecz w tym, co tutaj robimy. I oto mamy szansę dowiedzieć się tego. Tak, w tym niezmiernym chaosie jedno jest jasne: czekamy, aż przyjdzie Kotot. 
What we are doing here, that is the question. And we are blessed in this, that we happen to know the answer. Yes, in this immense confusion one thing alone is clear. We are waiting for Cat-god to come. 



Nic się nie dzieje, nikt nie przychodzi, nikt nie odchodzi, okropność.
Nothing happensnobody comesnobody goesit's awful!


Wszyscy rodzimy się szaleni. Niektórzy już tacy pozostają.
We are all born mad. Some remain so. 


Wszystkie cytaty pochodza ze sztuki Becketta "Czekajac na Godota" w tlumaczeniu A. Libery. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Long Melford Hall - lukrowany kawalek Anglii

Sa takie miejsca, ktore na swoj sposob polubilam (gdyz "pokochalam" to za mocne slowo) od pierwszego wejrzenia: tak bylo miedzy innymi ze Strasburgiem, a cztery lata temu rowniez z Awinionem, tak jest i teraz. Male miasteczko o zabawnej nazwie Long Melford (azaliz albowiem naprawde rozciaga sie wzdluz jak guma w za duzych portkach) w hrabstwie Suffolk znam juz od prawie pieciu lat. I od prawie pieciu lat nie ustaje w mniejszych lub wiekszych zachwytach nad jego urokami. A tych bowiem nie brakuje, o czym swiadcza nie tylko ponizsze zdjecia, ale rowniez fakt, iz Long Melford zalicza sie do najladniejszych miasteczek w Anglii. Jego glowna ulica, to wedlug The Guardian, "a catwalk of period property". 



Budowe Melford Hall (na zdjeciach ponizej) rozpoczeto w XVI wieku, nie do konca wiadomo jednak, kto byl jej inicjatorem: ostatni opat benedyktynow z St Edmundsbury czy moze sir William Cordell, spiker Izby Gmin za panowania Elzbiety I? Benedyktyni posiadali ziemie w Long Melford juz w czasach siegajacych Wilhelma Zdobywcy, jednak po rozwiazaniu zakonow Henryk VIII podarowal je wlasnie Cordellowi. To on wlasnie goscil u siebie (w Melford Hall rzecz jasna) sama krolowa Elzbiete I.



W XVIII wieku, po wygasnieciu rodu Cordellow, Melford Hall trafil w rece sir Parkera, ktorego rodzina do dzis mieszka w nieudostepnianym zwiedzajacym poludniowym skrzydle palacyku. W XIX wieku czestym gosciem byla tu kuzynka Parkerow, Beatrix Potter, slynna pisarka i ilustratorka ksiazek dla dzieci (kto nie zna slynnego Piotrusia Krolika czy kaczki Tekli Kaluzynskiej?). Zwiedzajacym udostepnione sa zbiory ilustracji i akwareli autorstwa Potter. Chetni moga tez zajrzec do sypialni pisarki. 


W 1942 roku pozar zniszczyl polnocne skrzydlo Melford Hall, gdzie w owym czasie stacjonowaly wojska brytyjskie. Dzieki staraniom owczesnego wlasciciela i jego dunskiej zony Ulli zniszczona czesc palacyku zostala odbudowana i na nowo udekorowana. 


Sciany odrestaurowanych pokoi pomalowano na bialo, zgodnie z poleceniem Ulli, rozmilowanej w skandynawskiej prostocie, a ciezkie i ciemne debowe meble zastapiono prostszymi i bardziej praktycznymi. 



Sala bankietowa zachowala wiele elementow dekoracyjnych charakterystycznych dla epoki Tudorow (jak chocby kasetonowy sufit czy drewniana boazeria debowa w formie kwadratowych paneli). Nad kominkiem dumnie prezentuje swe poroze wypchany jelen (chcialoby sie powiedziec: popiersie jelenia, ale jakby to brzmialo!) - jedno z wielu makabrycznych mysliwskich trofeow w Melford Hall. Na lewo od kominka portret Williama Cordella, pierwszego wlasciciela posiadlosci.   


Marmurowe popiersie pieknej Rzymianki. A moze Greczynki? Zabijcie mnie za moje nieuctwo. 


Pokoj muzyczny? Salonik do gry w karty? Warsztacik robotek recznych? A moze trzy w jednym... 
Na scianie po prawej stronie okna obraz wloskiego artysty zatytulowany "Dzieciatko Jezus i dwaj aniolowie". 




Zachwycaja biblioteka w stylu angielskiej regencji za czasow Jerzego IV, jednego z najbardziej znienawidzonych monarchow w historii Wielkiej Brytanii. 


Imponujacy szezlong pokryty jedwabna tkanina z poczatku XIX wieku stojacy w przestronnej bibliotece wypelnionej starymi woluminami. W tle, po prawej stronie, portret dostojnego przodka, admirala Hyde Parkera. Na scianach wisza obrazy o tematyce marynistycznej (jak chocby sceny batalistyczne), jakby dla przypomnienia zaslug rodziny Parkerow dla brytyjskiego imperium. 





Na scianie wisi autentyczna mapa okolic Melford z konca XVI wieku. 


Przepiekne schody, ktorych nie powstydzilby sie Blejk z "Dynastii", prowadza na pierwsze pietro posiadlosci ozdobione kolumnami w stylu greckim. Na scianie portret slynnego admirala Hyde Parkera, a na schodach ogromne porcelanowe wazy. Za kazdym razem, gdy obok nich przechodze, przypomina mi sie slynna historia chinskich waz z Fitzwilliam Museum w Cambridge, ktore dziewiec lat temu zostaly rozbite w drobny mak przez jednego ze zwiedzajacych. Nieszczesnik ow spadl bowiem z muzealnych schodow, przy okazji pociagajac za soba wspomniane eskponaty, ktore na szczescie udalo sie odrestaurowac. 

XVII-wieczne wazy z Melford Hall byly prezentem od cesarza Chin dla krola Hiszpanii. Hiszpanski galeon z darami na pokladzie zostal jednak przechwycony przez admirala Parkera i jego flote. Nie trzeba dodawac, ze nigdy nie trafily do wlasciwego odbiorcy, ktory musial obejsc sie ze smakiem... 


Elizabetha Regina - ku pamieci slynnego goscia Melford Hall... Krolowa z witraza ma na sobie te sama suknie, w ktorej swietowala zwyciestwo nad hiszpanska armada.


Surowa i ascetyczna w wystroju kapliczka z widokiem na przepiekne laki i pastwiska otaczajace palacyk. 


W sypialniach w stylu wiktorianskim stoja bogato zdobione baldachimowe loza. Az bierze pokusa, zeby sie na chwilke zdrzemnac... 









Ozdobna toaletka? Szkatulka na bizuterie z lustrem? Piekny bibelot dla pieknej wlascicielki Melford Hall. 


Rozczulajaca wiklinowa kolyska dziecieca w jednej z sypialni.  





Na trawnikach w ogrodzie mozna urzadzic piknik, a nawet pograc w krokieta. Mozna tez rozlozyc sie na kocu i z luboscia oddac sie lekturze ulubionej ksiazki. 






Warto tez dodac, ze w prawie kazdym pomieszczeniu czy pokoju, na zwiedzajacych czekaja przewodnicy-wolontariusze,ktorzy chetnie i z pasja opowiadaja anegdoty zwiazane z historia Melford Hall. 

A kiedy znudza sie nam (albo i nie) wnetrza Melford Hall, mozna spacerkiem udac sie do innej posiadlosci, tez w Long Melford: Kentwell Hall, lub tez pokrecic sie po uroczym miasteczku. Mozna tez - jak ja - po prostu tam zamieszkac. Bo angielska wies nie ma sobie rownych...