czwartek, 28 sierpnia 2014

Statek pijany

Kiedy tuz przed czwarta po poludniu siedze przy biurku z kieliszkiem czerwonego wina w roli remedium na lupiacy bol glowy, nie myslcie, ze lecze kaca. Nie, ja go blagam o zmilowanie. Kacu moralny, kacu czwartkowy, kacu srodwakacyjny - dajze mi spokoj wreszcie!

Za kazdym razem gdy wracam do Krainy Deszczowcow, a pociag wylania sie z jednej czarnej dziury, zwanej eurotunelem, by po chwili zanurzyc sie w czelusciach bezdennej rozpaczy, czuje sie, jakby wielka bezzebna dupa pochlaniala mnie w calosci niczym biblijny Lewiatan (dziekuje, Czeslawie M., za te "paszcze Lewiatana", co "zamykala sie na mnie"). 

Mam jeszcze 17 dni w garsci, zeby odzyskac utracona niemalze w calosci motywacje. 

Przeciez nie powiem, jak to zwykle bywalo, "W dupie mam to wszystko i niech was wszyscy diabli!". Jeszcze nie teraz. Jeszcze troche przetrzymam. 

A ty mnie, Francjo, nie wodz na pokuszenie. 

Jeszcze nie teraz.