niedziela, 12 stycznia 2014

Za co kocham Francje (cz. 2)?


Za male miasteczka, ich urokliwe zakatki i zaulki...

A w tych miasteczkach zatrzesienie jerzykow (przynajmniej w Poitou-Charentes sporo tych ptaszkow). Zatem i za jerzyki!










Za wyblakle sklepowe szyldy jakby z innej epoki...


Za malenkie koscioly na skraju wsi....










Za nieskonczona ilosc kafejek, barow i restauracji (nawet gdy sa one zamkniete)...


Za piekarnie w najmniejszej nawet miescinie i pyszne bagietki o poranku...


Za ciekawskie i przyjazne psy sasiadow po drugiej stronie plotu...


Za upalne i zalane sloncem lato niczym z opisow Schulza:

W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek.




Za puste drogi i za niespodzianki po drodze...


***

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz