środa, 29 maja 2013

Poitou-Charentes


Z nadzieja w sercu ogladam kazde wydanie prognozy pogody. 
W piatek wyruszamy "za morze". 
Wojaze po Poitou-Charentes.
Le Marais Poitevin. Cognac. La Rochelle. Atlantyk. 
Moja wyteskniona Francja. 

A gdyby przypadkiem pogoda jednak nie dopisala, bede sie ze smakiem oddawac lekturze ksiazek, w sam raz na czerwcowe wieczory.



A w Poznaniu czekaja juz na moja sierpniowa wizyte nie tylko Tatko i Mamcia, ale i specjalne lektury, ktore zamowilam w Empiku w prezencie dla rodzicow: Kronos Gombrowicza (ktos czytal?), Cyprysy i topole Zaganczyka oraz Pamiec Wloch Karpinskiego. Mam nadzieje, ze dadza poczytac, Mamcia z Tatka znaczy sie. 

wtorek, 28 maja 2013

W La Scali jeszcze nie spiewala


Koncert szczerbatej spiewaczki uswietni kazdy, nie tylko majowy weekend. Wstep do ogrodka: co laska (a najlepiej za puszke tunczyka). 


Déjà-vu


Przyjezdzamy do nowego miasta i poczatkowo wszystko wydaje sie tylko niepokojaca scenografia: muzea i katedry, rzeka i obce kamienice, sklepiki, nad ktorych wejsciem z biciem serca odczytujemy tajemnicze nazwiska: "Mayer" czy "Dupont". Wszystko to dosc dlugo wydaje sie zludzeniem. Na obcej ziemi pod obcym niebem wznosza sie nieznane budynki, tajemnicze dworce kolejowe, ktore w pierwszej chwili w niczym nie przypominaja naszych, patrzymy naboznie na dzwoniace na ulicy tramwaje i gotowi jestesmy uwierzyc, ze w nieznanych nam aptekach brodate istoty sprzedaja eliksir zycia. Tak sie czujemy za granica oszolomieni wrazeniami pierwszych dni. A potem czar mija, ktoregos ranka budzimy sie i spostrzegamy, ze pociagi potrafia sie spozniac rowniez na obcych dworcach, tutejsi bagazowi tez bywaja niegrzeczni, miejscowe tramwaje takze sa niewygodne i leniwe, a w aptekach i tu nie sprzedaja niczego innego poza proszkami, ktore w najlepszym razie likwiduja bol glowy, oraz srodkami na przeczyszczenie o dzwiecznych nazwach. 
(S. Marai, W podrozy)