wtorek, 28 maja 2013

Déjà-vu


Przyjezdzamy do nowego miasta i poczatkowo wszystko wydaje sie tylko niepokojaca scenografia: muzea i katedry, rzeka i obce kamienice, sklepiki, nad ktorych wejsciem z biciem serca odczytujemy tajemnicze nazwiska: "Mayer" czy "Dupont". Wszystko to dosc dlugo wydaje sie zludzeniem. Na obcej ziemi pod obcym niebem wznosza sie nieznane budynki, tajemnicze dworce kolejowe, ktore w pierwszej chwili w niczym nie przypominaja naszych, patrzymy naboznie na dzwoniace na ulicy tramwaje i gotowi jestesmy uwierzyc, ze w nieznanych nam aptekach brodate istoty sprzedaja eliksir zycia. Tak sie czujemy za granica oszolomieni wrazeniami pierwszych dni. A potem czar mija, ktoregos ranka budzimy sie i spostrzegamy, ze pociagi potrafia sie spozniac rowniez na obcych dworcach, tutejsi bagazowi tez bywaja niegrzeczni, miejscowe tramwaje takze sa niewygodne i leniwe, a w aptekach i tu nie sprzedaja niczego innego poza proszkami, ktore w najlepszym razie likwiduja bol glowy, oraz srodkami na przeczyszczenie o dzwiecznych nazwach. 
(S. Marai, W podrozy)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz