niedziela, 2 grudnia 2012

Nurse! Nuuuurse!

W nowym zyciu singielki, ktore prowadze od ponad miesiaca, najbardziej brakuje mi obecnosci czworonogow. Pal licho psa zlosnika-zazdrosnika! Fakt, nie przepadalam za nim, a czasami nawet mialam ochote utopic go w rzece, ale mimo wszystko odczuwam jakas przykra pustke, ktora ciezko zapelnic. 

O kocie natomiast moglabym pisac sonety, gdyby oczywiscie naszla mnie wena tworcza, ale nie martwcie sie, albowiem wena omija mnie szerokim lukiem. Na starosc bede zapewne szalona starsza pania otoczona stadkiem wnuczat, kotow sie znaczy, sztuk co najmniej trzy, piec, no siedem moze albo i wiecej. 


Zanim jednak niepostrzezenie osiagne wiek wiekszosci moich pacjentow i zajme sie wnuczetami   kocietami, musze najpierw skonczyc studia pielegniarskie, o ktorych w zasadzie cicho sza na tym blogu. Zbliza sie zimowa sesja, a mysl o niej przepelnia mnie radoscia i optymizmem, jak rowniez skutecznie motywuje do systematycznej i ciezkiej pracy. Stop. Nie, nie przepelnia i nie motywuje, choc powinna. 

Mojego stazu w ekipie pielegniarek (i jednego meskiego "rodzynka") odwiedzajacych pacjentow w domach nie zaliczam do ekscytujacych zyciowych doswiadczen, ale przynajmniej atmosfera jest znacznie przyjemniejsza niz w szpitalu. Nie mam pojecia, dlaczego szpital przyciaga sfrustrowane zolzy plci obojga, a community nursing - calkiem sympatycznych i milych ludzi. Poza pobieraniem krwi, zastrzykami, aplikowaniem czopkow (oszczedze detali) i usuwaniem szwow dni uplywaja mi na zmianach opatrunkow i bandazowaniu mniej lub bardziej malowniczych wrzodow podudzi i stop oraz rownie pociagajacych odlezyn (z nekroza wlacznie). Nie da sie ukryc, ze moja wiedza tajemna odnosnie wyzej wymienionych wrzodow i metod ich leczenia poglebila sie znaczaco w ciagu ostatnich dwoch tygodni. Przy okazji zas daly o sobie znac moje kolana i plecy, zmeczone malo wygodna pozycja, jaka zmuszona jestem przybierac w trakcie zabiegow: na kolanach i z wypietym tylkiem. Jeszcze tylko brakuje, abym powitala klienta (tak, tak, NHS ma nie tylko pacjentow, ale i klientow jednoczesnie) staroswieckim "do nozek padam i stopki caluje"... 



Choc nie zmienilam zdania na temat kariery w NHS, to jednak postanowilam dokonac jednej istotnej zmiany: we wrzesniu przenosze sie na kierunek zwany tajemniczo Operating Department Practice. Gwoli wyjasnienia, chodzi o pielegniarstwo na bloku operacyjnym. Niestety, swego czasu, nie mialam zielonego pojecia o podobnych studiach, naiwnie sadzac, ze bede mogla sie doksztalcic w tym kierunku po zdobyciu dyplomu pielegniarki. 

Zachecona perspektywa ciekawej kariery i mozliwosci zdobywania dodatkowych kwalifikacji (np. asystent chirurga), postanowilam sprobowac szczescia w nieco innej dziedzinie, bliskiej pielegniarstwu. Wybralam kilka uczelni, w tym moj obecny uniwerek, ale marza mi sie studia w Cambridge i staz w Addenbrookes, najwiekszym szpitalu we wschodniej Anglii. Studia trwaja dwa lata, z mozliwoscia zdobycia licencjatu po rozpoczeciu pracy. Mrzonki czy nie, za dziesiec lat widze sie przy stole operacyjnym jako surgical care practitioner, czyli prawie lekarz chirurg. Prawie robi wielka roznice, rzecz jasna, ale to akurat nie ma wiekszego znaczenia. :) Lekarzem juz nigdy nie zostane, ale moge choc w czesci spelnic najwieksze marzenie mojego zycia, ktorego nie udalo mi sie zrealizowac parenascie lat temu w Polsce.



Nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Jestem singielka - trudno. Singielka z nadwaga - trudno, to da sie zmienic. Singielka w obcym kraju - bywalo gorzej. Singielka bez kota - to akurat boli najmocniej. Mimo wszystko nie mam wielu powodow do narzekan: mam dach nad glowa, srodki do zycia, pasjonujace studia i obietnice udanej i niebanalnej kariery. ;) 

A na kota zawsze znajdzie sie czas, prawda?



3 komentarze :

  1. A pewnie ze sie znajdzie czas:)
    W ogole to widze ze w podobnej dziedzinie sie specjalizujemy...tylko ze ja na razie nie ide wyzej bo jednak srodki na cos innego mi potrzebne...trzymam wiec mocno kciuki za Ciebie :)
    Wszystko sie pouklada, zobaczysz! :)
    Pzdr!!

    P.S rety jakie piekne zdjecia :))) uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno mnie tu nie bylo a tu takie zmiany. Trzymam kciuki za studia i za kota (koty). Bedzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje najpiekniej, jak sie da. :) Pozdrawiam cieplo, moje drogie Panie! Szczesliwego nowego roku!

    OdpowiedzUsuń