sobota, 27 sierpnia 2011

Resztki lata, resztki optymizmu?

Ostatnie bodajże westchnienie tegorocznego lata... Ostatnia kąpiel w chłodnym jeziorze i spacer na bosaka wśród leżących w zeschłym igliwiu szyszek, polegiwanie raz ostatni z głową w chmurach i ostatni piknik na łonie natury.

A teraz? Za oknem deszcz i prawdziwie letnia burza z donośnymi piorunami. Już ciemno. Całkiem jak tu:
Mrok jak kosmaty pies.
Patrz, wrzesień już,
czas rozpalić piec.
Posmutniało w ogrodzie i nagle postarzało się. 

Pieca nie mam, więc nie napalę węglem, jak niegdyś robiła to moja babcia w swoim starym mieszkaniu o gipsowych sztukateriach na suficie. Kominek w moim salonie pełni już tylko dekoracyjną funkcję. Ogród zapewne faktycznie już posmutniał, muszę to sprawdzić, kiedy  powrócę do Anglii. Kotu ponoć wciąż zachciewa się wieczornych eskapad, a pies jak zawsze cieszy się na długi spacer po łąkach. 

Jeszcze lato na dobre nie odeszło, jeszcze nie...

... a mnie już jakoś nieswojo, smutno i ciężko.

Więc co mi pozostaje?

Lektura co najmniej kilkunastu książek, poznawanie tajników cyfrowej fotografii, ciepłe wieczory w ogrodzie z kubkiem herbaty w ręku (witajcie, grube swetry!), jakieś pisarsko-translatorskie ścibolenie, kuchenne zmagania z nieznanymi przepisami (ach, marzą mi się przetwory!), długie spacery po okolicznych łąkach i polach z psem i jego panem, szczęśliwe chwile z kotem na kolanach, może jakieś ręczne robótki (a raczej mozolna nauka robótek, bo jak na razie mam jedynie dwie lewe ręce i słomiany zapał)... 

Nie będzie tak źle. Nie chcę, żeby znów dopadły mnie demony depresji. 

Nie tym razem. Spróbuję temu zapobiec. 






4 komentarze :

  1. Mi tez juz nieswojo. Bardzo nie lubie konca sierpnia bo kazdego dnia dociera do mnie, ze lato juz za nami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Magdo, uwielbiam Twoj blog i przepiekne zdjecia! Dzieki Tobie chyba w koncu polubie Anglie!
    Optymizmu tez moglabym sie wlasnie od Ciebie nauczyc. :)
    Pozdrawiam cieplo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anglia da sie lubic a nawet kochac, choc nie jest to najlatwiejsza milosc. Wiem, bo sama doswiadczam.

    A optymizm? Nadal sie go ucze, ale idzie mi coraz lepiej :)

    Pozdrawiam cieplo z zimnego dzis Bicester.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się wciąż nie udaje polubić Anglii, mimo iż mieszkam tam od prawie dwóch lat. Starałam się, jak mogłam, ale nic z tego. Może ma to związek z ludźmi, których spotkałam, niekoniecznie z krajobrazami czy angielską pogodą.
    Mam ciągle w pamięci Francję, która jest zupełnie inna. Czego wyjątkowo nie znoszę u Anglików, to ich niechęć do Francuzów, którą trudno zrozumieć, skoro i tak na wakacje wielu wybiera się właśnie do Francji lub na starość kupuje domy w Prowansji. :)
    Wiele jeszcze czasu potrzeba, bym się do Anglii przekonała. Głupio się przyznawać, że gdyby nie mój mężczyzna, rodowity Anglik, to już by mnie w Anglii nie było...
    Może coś się zmieni... Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń