piątek, 19 sierpnia 2011

Nieprawdopodobna historia na szlaku świętego Jakuba z Compostelli

Lubię, zwłaszcza latem, czytywać tzw. literaturę podróżniczą: reportaże, eseje, relacje z podróży i powieści, których akcja toczy się w drodze między punktem A i B. Z tych ostatnich cenię sobie np. Abisyńczyka francuskiego pisarza, dyplomaty i lekarza Jean-Christophe'a Rufina (za swoją powieść autor otrzymał Nagrodę Goncourtów za najlepszy debiut). 

Opuszczając Awinion, zakupiłam w dworcowej księgarence pewne czytadło, na które już od dłuższego czasu miałam chrapkę. Nie jest to oczywiście literackie arcydzieło, w sam raz jednak nadaje się nie tylko na krótsze i dłuższe podróże pociągiem, ale i na leniwe popołudnia w parku czy wieczory z lampką wina (lub szklanką piwa z sokiem malinowym etc.).




Mariane Payot, recenzentka tygodnika L'Express, tak zachęca do lektury: "W ciągu roku od wydania ponad 80 tysięcy osób kupiło tę książkę. Z dwóch powodów. Po pierwsze: już od stuleci szlak św. Jakuba z Compostelli owiany jest legendą, a po drugie - lekki reportażowy styl jasnowłosej dziennikarki zachwyca czytelników, czyli potencjalnych kandydatów do pielgrzymki. Tym bardziej że potrójny sukces pielgrzymkowej neofitki Alix (która trzykrotnie stanęła na szlaku św. Jakuba), nałogowej palaczki o kiepskiej formie fizycznej i szczątkowym zmyśle orientacji w terenie, jest na wagę złota [czy raczej, jak pisze autorka recenzji: na wagę cennego niczym złoto pielgrzymiego kija z muszlą Jakuba apostoła]. Swoją podróż Alix rozpoczyna 14 lipca 2003 roku w Saint-Jean-Pied-de-Port: przed nią 770 kilometrów, miesiąc marszu po sześć godzin dziennie w towarzystwie nieprawdopodobnych kompanów: wierzących, ateistów, Brazylijczyków, Australijczyków, Basków i... nocnych chrapaczy. Z każdym kilometrem i kolejnym noclegiem w schroniskach na szlaku Alix z pielgrzymkowej amatorki zmienia się w profesjonalistkę: dowiaduje się, jak wybrać dobre miejsce do spania, jak właściwie zapakować plecak, a także jak radzić sobie nie tylko z fizycznym bólem, ale i z napadami złego humoru. Doskonałe vademecum dla każdego pielgrzyma. Koniecznie zapakować do plecaka!"


Nic więc dziwnego, że i mnie zachciało się pielgrzymowania drogą świętego Jakuba do Santiago de Compostella. Moją niekłamaną sympatię autorka zyskała jednak nie dzięki samozaparciu i wytrwałości. Sami się przekonajcie (przepraszam, ale nie mam czasu na tłumaczenie tego fragmentu na polski):
Et là, soudain, l'incroyable: un tout petit refuge ouvert, et quand on demande du café, on nous propose une tartine avec, et du lait, du sucre, un radiateur! Et comme un miracle n'arrive jamais seul, le voici, lui, qui se précipite qui trotte, qui se casse la figure, qui se relève. Une oreille debout, l'autre couchée, un oeil ouvert, l'autre fermé, hirsute en différentes longueurs mais d'un noir presque uni, et avec la queue qui fait un coude! Un véritable angle droit. A l'origine, sans aucun doute, ses parents étaient des chats, mais lui est un anti-chat, comme ma Jaja! Je le reconnais immédiatement. Il se frotte à nous, montre son ventre, se fait gratouiller par des inconnus, pas du tout chat, ça! C'est un gato desdichado. Un chat mal doué. Mirobolante merveille!
"Et il (ne) répond (pas) au nom de?
- Margarito, répond l'hospitalier. Au début, on a cru que c'était une femelle, on l'appelait Margarita, mais c'est un mâle finalement, donc: Margarito."
Raquel rigole: Margarita, c'est le prenom Marguerite, mais Margarito, au masculin, c'est inoui en espagnol jusqu'à présent...


(...) Et c'est en cela aussi que le chat mal doué est très éducatif de ses maîtres, et non l'inverse, car il ne cesse, entre autres choses, de renverser l'échelle des valeurs. Il change le regard et conduit à la charité véritable, bien au-delà des apparences.
Sans l'influence du chat à la queue coudée, le refuge de Rabé de las Calzadas n'aurait jamais été ouvert dès l'aube et son café au lait ne serait pas le meilleur du chemin de Saint-Jacques.
Nous quittâmes à regret l'admirable Margarito et son maître.
Pour qu'on ne l'oublie pas trop vite, cette merveille d'anti-chat avait affectueusement gratifié nos jambes de longs poils noirs absolument indécollables.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz