czwartek, 25 sierpnia 2011

Na poważnie się nie da

Nie przepadam za pisaniem na poważnie, bo dziwnym trafem zbyt często zdarza się, że wpadam wtedy w niepotrzebny patos i sztywniactwo. Nie jestem z tych, którzy mając tzw. lekkie pióro, o sprawach (po)ważnych a osobistych mówią tak, że odnoszę wrażenie, iż mam do czynienia z całkiem niezłym dziełkiem literackim. Nie dziw więc, że wzruszam się przy lekturze i wpadam w zadumę, a w duchu myślę sobie: "Jaka szkoda, że ja tak pisać nie potrafię".

Nie jestem również z tych, którzy łatwo się otwierają. Nie potrafię mówić o sobie i wielokrotnie już zdarzyło się, że bliska paranoi usuwałam notatki przygotowane wcześniej dla potrzeb bloga. Już dobrych parę lat temu uświadomiłam sobie, że są sprawy, problemy i wspomnienia, którymi nigdy się z nikim nie podzieliłam. 

***

Trudno powiedzieć, kiedy tak naprawdę poczułam potrzebę pisania o sobie otwarcie i bez ogródek, bez pomijania żadnych wstydliwych czy nawet drastycznych szczegółów mojego życia. Do tej pory starałam się, aby światła dziennego nie ujrzały nie tylko drobne i niewinne grzeszki, ale i sprawy bolesne, więc przemilczane, latami zamiatane pod dywan i wstydliwie upychane po kątach.

Wszystkie te problemy, kompleksy, wspomnienia, zdarzenia i sytuacje, których nigdy nie udało mi się zapomnieć, nagromadziły się i nawarstwiły niczym sterta śmieci na wysypisku. Gdyby nie one, nie byłabym tym, kim teraz jestem. To dzięki nim noszę dziś przydomek Nikt Ważny.

Nikt Ważny to ja.

***

Gdybym miała kiedykolwiek napisać książkę: powieść, opowiadanie, dzienniki, cokolwiek, to może tak wyglądałby jej początek (mam na myśli drugą część wpisu). A może i nie, bo nic w tym przecież ciekawego nie ma.
Ponieważ jednak daleka jestem od pisarskiej kariery, pozostaje mi być grzeczną, układną i zdystansowaną. Tak z angielska, w końcu mieszkam w Anglii. :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz