wtorek, 23 sierpnia 2011

Czas się zatrzymał w Prowansji

Przechadzając się uliczkami Venasque, trudno oprzeć się wrażeniu, że czas stanął tu w miejscu kilkadziesiąt lat temu. Lubię ten błogi spokój, choć ma on w sobie coś niepokojącego, zwłaszcza dla kogoś, kto przyzwyczajony jest do wielkomiejskiego zgiełku, pośpiechu i goniących terminów, dni wypełnionych od A do Z. W tej ciszy pustych uliczek, gdzie od czasu do czasu pojawiają się tylko turyści, jest coś przyjemnego a jednocześnie bolesnego. Nie dla każdego bowiem jest kojąca ta cisza i samotność... A w pustym kościele, ciemnym i surowym, trudno nawet o modlitwę. Znów jakiś przedziwny niepokój wypycha mnie stamtąd na zalany słońcem brukowany placyk, skąd roztacza się piękny widok na najwyższą w okolicy górę, Mont Ventoux, zwaną gigantem Prowansji. 








3 komentarze :

  1. "W tej ciszy pustych uliczek (...) jest coś przyjemnego a jednocześnie bolesnego. Nie dla każdego bowiem jest kojąca ta cisza i samotność... " - kurczę, zawsze zastanawiałam się, jak to ubrać w słowa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie niepokoily zawsze w ten sposob miasteczka w Austrii. Zastanawialam sie, co kryje sie pod ta cisza. W Prowansji mniej mi to przeszkadza ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiałam się nad tym, skąd się bierze ten niepokój. Nie ma on - jak mi się wydaje - nic wspólnego z klaustrofobią. Jest to ten rodzaj ciszy, która nie koi, lecz wywołuje lęk i sprawia, że czujemy się nieswojo.
    Doznałam takiego wrażenia, zwiedzając kościółek w Venasque: ciemny, ponury i surowy. Po drugiej stronie, za zamkniętymi drzwiami, świeciło piękne słońce, a wewnątrz było tak jakoś dziwnie. Nie potrafiłabym się modlić w tym kościele ani znaleźć duchowego ukojenia.

    OdpowiedzUsuń